„Wyszłam za mąż, zaraz wracam”. O statusie Kobiety z odzysku i innych, porozwodowych smaczkach

W dzisiejszych czasach obrączka na palcu i słowa przysięgi, wypowiadanej w Kościele, straciły na wartości. Widok dziewczyny w ciąży, odgrywającej przed ołtarzem rolę niewinnej dziewicy, powoli umiera śmiercią naturalną, ustępując miejsca wyzwolonym Pannom Młodym, małżeństwo traktując, jako etap przejściowy, zgodnie z zasadą: „Nie wyjdzie, to się rozwiodę”. Kobiety „z odzysku” stanowią znaczną część naszego społeczeństwa. Sama jestem zresztą jedną z nich… Odpowiadając „Tak”, nawet w najgorszych snach nie przewidziałabym scenariusza, który zrealizował się w moim przypadku.

Czy więc naprawdę z taką lekkością podchodzimy do: ślubu, rozwodu, walki o dzieci. Czy na serio mamy w nosie co pomyślą o nas inni? Ponoć… nikt nie traktuje już rozwiedzionych kobiet, jak trędowatych. Podobno… nie jesteśmy narażone na kąśliwe uwagi koleżanki z pracy, które świętują ze swoimi mężami, kolejne rocznice ślubów (mniejsza o to, że ów małżonek sporadycznie odwiedza małżeńskie łoże, grzejąc się w ramionach młodej kochanki, po upojeniu alkoholowym miewa problemy z dotarciem do domu, a żona – zastępuje mu worek bokserski i niewolnicę do spełniania jego zachcianek). Słyszałam także… że nowe teściowe nie podkreślają na każdym kroku, iż spotkało cię nieziemskie szczęście, skoro ich syn przygarnął „taką kobietę” (choć w gruncie rzeczy, nie przebierały w środkach, aby wybić mu z głowy ten związek). Podobno.

Okazuje się jednak, że wścibskie sąsiadki rodziców, choć porozumiewają się ściszonym głosem, dbają, abyś usłyszała i zauważyła, że to z Tobą jest „coś nie tak”, a część Twoich przyjaciółek – choć nigdy nie powie Ci tego wprost, wygina się we wszystkie strony, w obawie, że spróbujesz na ich mężach swoich wdzięków singielki.

W pewnym sensie mają prawo się obawiać. Nieprawdą jest bowiem, że byłe Panny Młode nie marzą o miłości „aż po grób”, ani nie zazdroszczą tym, którym się udało. Nie obwiniają się o to, co poszło nie tak. Nie rozkładają na czynniki pierwsze, każdej sprzeczki. Nie traktują rozwodu, jak porażki…

Rozpad małżeństwa na zawsze zostawia ślad w naszym sercu i umyśle, czy tego chcemy, czy nie. Dlatego niełatwo przychodzi nam decyzja o zakończeniu relacji. Nie każdej z nas było dane podjąć ją osobiście. Prowadząc swoje Centrum Zapoznawcze, poznałam wiele takich kobiet. W większości zasmakowały one goryczy zdrady, bólu przemocy lub zwyczajnie zrozumiały, że będąc z danym człowiekiem, utracą cząstkę siebie. Czasem wina leżała w różnicy charakterów, w odmiennym postrzeganiu świata, innym razem wynikała z „wpadki” lub była efektem nacisku rodziny. Niezaprzeczalnie, status rozwódki posiada więcej minusów, niż plusów… Tylko czy powstrzymałoby to którąś z nas, przed zawalczeniem o własne szczęście? Śmiem wątpić!

Nie łatwo bywa też rozwódce na rynku matrymonialnym. Nie każdy kawaler, wdowiec czy inny rozwodnik patrzy przychylnym okiem na „wypróbowaną damę” – zwłaszcza, jeśli niesie ze sobą nadbagaż w osobach potomnych. Czasem żałuję jedynie, że wspomniani Panowie, nie mają świadomości, którą dziś posiadam – „Ja.Rozwódka”. Drodzy Mężczyźni, „takie kobiety” kochają bardziej. Z większym pietyzmem i namaszczeniem podchodzą do człowieka, który jest im oddany. Mnie się udało, jestem szczęśliwą mężatką. Także klientki mojego Centrum coraz częściej podążają analogiczną drogą. Czytasz ten artykuł i wątpisz w swój „happy end”? Jeśli należysz do grona rozwódek, zmianę zacznij od siebie. Przestań przejmować się „porażką”, zacznij traktować ją jak lekcję. Noś głowę wysoko. I pamiętaj, Ty także zasługujesz na druga szansę.

PS: A jeśli masz już status szczęśliwej żony – nie potępiaj kobiet z przeszłością. Pamiętaj o jednym: żadna, raz jeszcze powtórzę dobitniej: żadna z nas, nie ma 100% pewności czy nie podzieli jej losu.

Anna Guzior – Rutyna

Właścicielka: Centrum Zapoznawczego Zolyty
Autorka bloga: Randki Swatki
Redaktor Magazynu KoBBieciarnia
Trwa ładowanie komentarzy...